Przeczytaj uważnie tekst, a następnie wykonaj zadania umieszczone pod nim. Odpowiadaj tylko na podstawie tekstu i tylko własnymi słowami – chyba że w zadaniu polecono inaczej. Udzielaj tylu odpowiedzi, o ile jesteś proszona/y.

CO MÓWI MOWA

1. Wulgaryzacja, brutalizacja, zachwaszczanie – te słowa bardzo często przewijały się w debatach Kongresu Języka Polskiego. Nawet najwięksi puryści1 językowi nie mieli jednak wątpliwości, że dzisiejsza polszczyzna składa się z wielu odmian i wyznaczenie jednej wspólnej normy staje się coraz trudniejsze. Katowicki Kongres Języka Polskiego pokazał, jak wiele jest rozbieżności między normą wzorcową współczesnej polszczyzny a jej praktycznym użytkowaniem. Mówimy różnie – w zależności od środowiska, w jakim funkcjonujemy, sytuacji, w jakiej jesteśmy (oficjalnej czy prywatnej), poziomu wykształcenia. Choć akurat dyplom ukończenia studiów nie przesądza aż tak bardzo o nawykach językowych.

2. Kwestią kluczową okazuje się sposób uczestniczenia w kulturze. Kto ma zwyczaj czytania książek, mówi inaczej niż ten, który nie czyta niczego albo czyta tylko tabloidy. Popularne media, zwłaszcza takie jak telewizja komercyjna, nie mają zamiaru krytycznie ingerować w zwyczaje językowe swoich odbiorców – skłaniają się raczej do ich konserwowania, o czym można się przekonać, słuchając konferansjerów transmitowanych imprez rozrywkowych czy celebrytów zapraszanych do studia. Na kongresie mówił o tym prof. Wiesław Godzic. Celebryci, jak zauważył, mówią tak samo złym językiem jak większość Polaków, a często nawet gorzej, bo koncentrują się głównie na tej funkcji języka, która służy utrzymywaniu kontaktu z publicznością. Stąd mówienie równoważnikami zdań i skłonność do posługiwania się dwoma rodzajami ekspresji: paplaniem albo mruczeniem.

3. Kultura tabloidowa z celebrytami jako bohaterami masowej wyobraźni to w Polsce zjawisko nowe, które oczywiście ma swój wpływ na kształtowanie współczesnej polszczyzny. Nawet jeśli ten wpływ miałby się ograniczać do manifestowania w sferze publicznej zwyczajów językowych występujących wcześniej głównie w subkulturach czy w kontaktach prywatnych. Jurek Owsiak ze swoim słynnym „sie ma” wcale nie jest tu wyjątkiem – slang młodzieżowy pojawia się przecież coraz częściej poza środowiskami młodych ludzi.

4. Językoznawcy od wielu dekad i z różnym skutkiem starają się komentować i analizować język młodzieżowy, w którym to przenikanie się sfery prywatnej i publicznej jest regułą. Prof. Jan Miodek przypomniał myśl patrona duchowego polskiego językoznawstwa Baudouina de Courtenay, wedle którego „język młodzieży to język jutra”. Ten dzisiejszy polski „język jutra” wydaje się wielce osobliwy. Z różnych powodów, także i dlatego, że zdaniem prof. Miodka język młodzieżowy nigdy nie był aż tak ekspansywny jak obecnie. Według Miodka, jedną z cech dzisiejszej polszczyzny młodzieżowej jest natłok anglicyzmów. Nie dość, że upowszechniło się „wow” jako wyraz entuzjazmu, to jeszcze pojawiają się takie kwiatki, jak „walka Dejwida z Goliatem”. Historycznie rzecz biorąc, angielski stał się następcą wpływów łaciny, francuskiego, niemieckiego czy rosyjskiego. Różnica polega też na tym, że dawniej obcojęzyczne wtręty znamionowały mowę ludzi wykształconych, dziś natomiast anglicyzmy powtarzane przez młodzież wcale nie muszą oznaczać choćby i znajomości języka angielskiego.

5. Osobliwością może być maniera, której ulegają w ostatnim czasie polskie dziewczęta, a którą prof. Miodek za śląskim poetą Janem Goczołem nazwał „umizgliwym seplenieniem”. Otóż dziewczęta owe zamiast mówić „sześć” czy „jedenaście”, wolą powiedzieć „szest”, „jedenastie”. Przyczyna tego zwyczaju, w mowie fachowej zwana półpalatalizacją, pozostaje dla językoznawców tajemnicą. Wiadomo tylko, że na pewno nie chodzi tu o jakieś nowe wpływy języka rosyjskiego.

6. Część językoznawców obecnych na kongresie w specyfice języka młodzieżowego zauważała głównie przejawy degradacji i niekompetencji językowej. Prof. Aleksander Wilkoń mówił w tym kontekście o „mowie zdziczenia”. Według prof. Wilkonia największym zagrożeniem dla polszczyzny jest abdykacja polskiej inteligencji z roli strażnika poprawności językowej. Prof. Wilkoń narzekał, że upada autorytet ludzi kultury, przez co zanika świadomość normy językowej. Podobnie widzi te sprawy prof. Jadwiga Puzynina: młodzież nie czyta książek, wykazuje zainteresowanie wyłącznie kulturą popularną, która przekształciła się w kulturę konsumpcji i nie wymaga od swoich odbiorców ani jakiejkolwiek refleksyjności, ani wysiłku umysłowego. Prof. Andrzej Markowski, przewodniczący Rady Języka Polskiego, która co dwa lata przedstawia parlamentowi raport o stanie polszczyzny, uważa, że mamy dziś do czynienia z dramatycznym rozejściem się tak zwanej normy wzorcowej języka z jego użytkowaniem. Polski język publiczny, powiada profesor, coraz wyraźniej odbiega od normy wzorcowej.

7. Co w tej sytuacji może zrobić polonista, językoznawca? Otóż zdaniem prof. Markowskiego należy zabiegać, by rektorzy wyższych uczelni wprowadzali nauczanie języka polskiego na wszystkich kierunkach, a media publiczne z racji swojej misji zostały zobowiązane do nadawania programów poświęconych poprawności językowej. Poloniści bardzo często mówili na kongresie o kulturze języka, właśnie jako przedmiocie, który winien być nauczany w każdej szkole, ale też używali tego wyrażenia w charakterze hasła wiążącego się z obroną normy i pożądanego wzorca języka.

8. Oczywiście językoznawcy potrafią wychodzić z oblężonej twierdzy, czego dobrym przykładem było kongresowe wystąpienie dr Katarzyny Kłosińskiej poświęcone sposobom mówienia o sprawach publicznych. Prelegentka, wykorzystując intuicję i badania socjologów, pokazała, jak dziś w Polsce „w myśleniu i mówieniu o państwie splatają się dwie orientacje: orientacja pragmatyczna, traktująca politykę jako sferę działań utylitarnych, nastawionych na realizację interesów i zadań, oraz orientacja aksjologiczna, traktująca politykę jako zestaw treści symbolicznych, uznająca konieczność postępowania zgodnie z kanonem wartości”. Efektem są dwa skrajnie różne sposoby mówienia o polityce: dyskurs pragmatyczny oraz dyskurs etyczny o proweniencji romantycznej.

9. Różnią się od siebie języki prywatne i publiczne, slangi i gwary. Funkcjonująca na co dzień polszczyzna nie wydaje się już czymś, co można by przedstawić za pomocą wyobrażenia wielkiego drzewa z grubym pniem symbolizującym normę i standard oraz konarami i gałęziami jako socjolektami (językami grup społecznych) i językami wyspecjalizowanymi. Ta dzisiejsza polszczyzna to bardziej konglomerat i mozaika różnych kodów, niekiedy tak różnych, jakby nie miały ze sobą nic wspólnego. Nie należy jednak ujmować tego wyłącznie w kategoriach jakiejś językowej apokalipsy. Taki jest po prostu obiektywny stan rzeczy, który, rzecz jasna, wymaga krytycznej oceny, nie tylko od naukowców, lecz także od zwyczajnych użytkowników mowy polskiej.

Na podstawie: Mirosław Pęczak, Co mówi mowa. Wyzwania dzisiejszej polszczyzny, „Polityka” 2011.

1 Purysta – osoba przesadnie dbająca o poprawność i czystość języka.