Przeczytaj uważnie tekst, a następnie wykonaj zadania umieszczone pod nim. Odpowiadaj tylko na podstawie tekstu i tylko własnymi słowami – chyba że w zadaniu polecono inaczej. Udzielaj tylu odpowiedzi, o ile jesteś proszona/y.

NA WIEKI WIEKÓW MAMA

1. W domu człowiek ma na miejscu trzy rzeczy: restaurację, pralnię i bankomat – tłumaczy Jarek, student politologii. – A rodzice są dziś tolerancyjni. Przecież sami imprezowali, wiedzą, o co chodzi, i nie będą udawać hipokrytów. To raczej kumple niż klawisze. Nie starają się narzucać swego stylu życia i myślenia. Paweł kończy prawo. Gdy robi szybki przegląd swoich znajomych z roku, wychodzi na to, że trzy czwarte tych, którzy są z Warszawy, mieszka z rodzicami. Opóźniający się o całe lata start z domowego gniazda to nie jest marginalne zjawisko, ograniczające się do wielkich miast czy też klasy średniej. Połowa polskiej młodzieży, która jest w wieku studenckim (19–24 lata), uczy się. Prawie 80 procent studentów mieszka z rodzicami. Kolejne 10 procent deklaruje, że dzieli dom ze współlokatorami, ale oznacza to w większości wypadków, że wyjechali na studia do innego miasta, wynajęli kwaterę, więc tym prawdziwym domem jest dla nich ciągle dom rodzinny. Coraz rzadziej ukończenie studiów traktowane jest jako cezura zobowiązująca do życiowej samodzielności. Wszystko przychodzi dziś później: pierwsza praca, ożenek, własne mieszkanie.

2. Trend ten widać w całym świecie. Młodzi ludzie mieszkają w rodzinnych domach, w pokojach wypełnionych sprzętem komputerowym. Wieczne dzieci, schowane przed dorosłością za stertą gadżetów. Tworzy się społeczeństwo półdorosłych, kidults (połączenie kid – dzieciak, adult – dorosły). Kiedyś młodych pchało do dorosłości, bo dorosły mógł więcej. Dziś nie ma w niej już nic pociągającego, to raczej obciążenie. Według prof. Hanny Świdy-Ziemby rodzina jest dla młodych wyidealizowanym bytem, mityczną wspólnotą, którą przeciwstawia się światu rywalizacji o sukces. A ponieważ odraczają założenie własnej, kurczowo trzymają się domu, który jest synonimem bezpieczeństwa. W świecie, w którym rówieśnicy są konkurentami, rodzice stają się przyjaciółmi. Autentyczny samotny tłum – tak zdaniem prof. Świdy-Ziemby można określić młode pokolenie. Świat widziany jego oczami jest smutny. To chaotyczna, niespójna i pozbawiona drogowskazów mozaika. Wrzuceni w rzeczywistość bez barier, zalewani informacjami, obezwładnieni nadmiarem możliwości, z których część jest pozorna, czują się zagubieni.

3. Młodzi ludzie czują się raczej produktem niż zbiorowym podmiotem. Socjolodzy mają z nimi kłopot. Są pokoleniem, czy nie są? Czy ta kategoria jest jeszcze w ogóle przydatna do opisu? Mnogość trendów, amorficzność sprawiają, że wszystkie próby nazwania pokolenia są jakoś prawdziwe, ale jednocześnie żadna z nich nie jest do końca trafna.

4. Dr hab. Witold Wrzesień podjął jednak próbę usystematyzowania generacji składają-cych się na to, co ogólnie nazwał Pokoleniem Końca Wieku (urodzeni w latach 1964–1982). W jego skład wchodzą trzy generacje. Pierwsza to Pokolenie 89, bo mniej więcej w roku przełomu ustrojowego osiągało ono dojrzałość; dziś przekracza powoli czterdziestkę (roczniki 1964–1970). Dzieci Transformacji (roczniki 1971–1976) dorastały na początku lat 90., dziś mają po trzydzieści kilka lat. Tych jeszcze przed trzydziestką dr Wrzesień nazywa Maruderami Końca Wieku (roczniki 1977–1982). Teraz wkracza w dorosłość generacja Europejskich Poszukiwaczy (roczniki 1983–1988). Generacje przechodzą w siebie dość płynnie, różni je jednak sytuacja na rynku pracy, stosunek do kariery i sukcesu, typ konfliktów z rodzicami. Maruderzy i Poszukiwacze to właśnie generacje najdłużej gniazdujące w rodzinnych domach. Ich przedstawiciele są podobni – dotknięci recesją i bezrobociem, które objęło także młodych wykształconych. Dlaczego poszukiwacze? Dr Wrzesień tłumaczy: Nowy wiek zaczął się już na dobre, ale jego „nowość”, „nowa jakość” jest nadal poszukiwana. Nie ma wyraźnych cech, a współczesna młodzież realizuje swoje poszukiwania coraz bardziej pragmatycznie i bez buntu.

5. Różnice pokażą się najwyraźniej, gdy porównać Poszukiwaczy z Pokoleniem 89. Sukces starszych był łatwy, bo rynek pracy – jeszcze luźny i świeży – chłonął ich jak gąbka. Robienie kariery było dla nich modą, stylem życia. Dla Poszukiwaczy jest smutną koniecznością. Presja na sukces jest nadal ogromna, ale sporo w tym rezygnacji, apatii. Czuje się, że młodzi mają dystans do kariery. Nie są już naiwni, widzieli koszty życiowe, psychiczne, zdrowotne, jakie za tym idą. Widzieli, jak nieco starsi od nich, wchodząc w dorosłość, zderzali się ze ścianą. Już na wstępie są zmęczeni. Młodzi coraz częściej uginają się pod ciężarem przemian, nie próbują walczyć. Wybierają emigrację zewnętrzną albo wewnętrzną. Są w wieku, kiedy człowiek może powariować, poeksperymentować, a oni stają z boku i patrzą, jakby wiedzieli, że i tak nie podskoczą zbyt wysoko – mówi Witold Wrzesień.

6. Analizując typy relacji konfliktów międzypokoleniowych, Witold Wrzesień pisze, że między Pokoleniem 89 i ich rodzicami dominowały: antagonizacja, czyli stan konfliktu, lub koegzystencja, czyli życie niby razem, ale obok. Od pewnego momentu zdecydowaną przewagę uzyskała kooperacja, czyli stan unikania konfliktów, próba maksymalizacji zysków wynikających z wzajemnych relacji, gdy obie strony pilnują nieprzekraczania misternie ułożonych reguł. Są to zależności quasi-rynkowe.

7. Bohaterowie badań prof. Świdy-Ziemby wskazywali jako pojęcia pokoleniowo obce, archaiczne: patriotyzm, cnotę, grzech, samotność, altruizm, ale na tej liście znalazł się też bunt. Bo do niczego nie prowadzi, a buntując się, można tylko sobie zaszkodzić. A poza tym, przeciwko czemu się właściwie buntować? Z jednej strony presję na sukces, pęd do kariery, atrakcyjność, siłę przebicia młodzi postrzegają jako reguły narzucone przez zewnętrzny świat, ale z drugiej jest to presja zbyt potężna, więc pragmatycznie należy te reguły zaakceptować. A rodzice są w tej batalii sprzymierzeńcami. Nie ma konkurencyjnych systemów wartości, więc nie ma o co się bić.

8. Znikły także odzieżowe kody, które kiedyś odróżniały pokolenia. Matki i córki ubierają się w tych samych sklepach, synowie i ojcowie chodzą do jednego fryzjera. Co więcej, to dorośli przyjęli kody swoich dzieci, próbują za nimi nadążać. W kulturze, która promuje młodość i niedojrzałość, to dzieci są ekspertami od rzeczywistości. Dorośli nie są autorytetem do zdetronizowania, bo zdetronizowali się sami. Nie jesteśmy w stanie stworzyć zachowań antykonformistycznych, bowiem natychmiast przeradzają się one w konformizm za sprawą rodziców, którzy ich nie dostrzegają lub wręcz im przyklaskują. Nie możemy zbudować nowego na ruinach starego, ponieważ stare nie istnieje – deklarują bohaterowie wspomnianej książki.

9. Od strony rodziców też nie wygląda to jednoznacznie. Niby wiedzą, że w pewnym momencie należy przeciąć pępowinę i na poziomie werbalnych deklaracji godzą się z tym. Ale oni także często wolą to opóźniać, ile się da. Mówią: dziecko nie tylko się kocha, ale i lubi, dobrze się żyje pod jednym dachem z fajnym człowiekiem; oszczędza się nerwy, bo choćby pozornie sprawuje się kontrolę nad jego życiem; leczy się z syndromu opuszczonego gniazda. Błędne koło? Na to wygląda.

opracowano na podstawie: Joanna Podgórska, Na wieki wieków mama, „Polityka” 29/2006