Podróż niejedno ma imię...

Człowiek o gorącym sercu i romantycznej duszy. Pasjonat życia. W wolnych chwilach czyta sonety Petrarki w oryginale i... planuje kolejne podróże. Z Markiem Kamińskim rozmawia Anna Ibisz.

W którym momencie życia zdecydował Pan, że zostanie podróżnikiem?

Jako dziecko czytałem bardzo dużo książek, również podróżniczych: Juliusza Verne'a, Adama Bahdaja, pamiętniki Amundsena. Zafascynował mnie świat podróży i życie, w którym dzieją się nowe rzeczy, patrzy się w przyszłość, odkrywa białe plamy na mapie.

Pamięta Pan swoją pierwszą wyprawę?

Tak, to była wycieczka z rodzicami do Karpacza (śmiech). Później w czasie studiów byłem dwa razy w Meksyku, raz na Kubie, przejechałem też z przyjacielem całą Europę. Wybór kierunku studiów bardzo mi się w podróżowaniu przydał, bo filozofia uczy myślenia, a bez niego nie da się podróżować. [...]

Ile razy otarł się Pan o śmierć?

Wiele razy. Przechodziłem przez lodowe szczeliny, wpadałem do wody. Zawsze się wtedy bałem. Strach to naturalny odruch, którego nie należy się wstydzić. [...]

Bliscy cieszą się z Pańskiej pasji?

Martwią się o mnie, zniechęcają mnie do wypraw. Moi rodzice nie cieszą się z mojej pasji, ale ja to rozumiem. Gdybym miał syna, też bym się o niego bał, bo taki rodzaj podróżowania, jaki uprawiam, jest niebezpieczny. [...] Człowiek powinien móc realizować swoje marzenia i zdawać sobie sprawę z ryzyka, jakie to za sobą pociąga.

Czy podróżowanie jest tylko pasją, czy też Pana zawodem, sposobem na życie?

Wszystko zależy od skali wyprawy. Jeśli myśli się o zdobywaniu bieguna, to jest to pasja, której trzeba się w pełni poświęcić. [...] Dla mnie wyprawy są po prostu życiem, połączeniem zawodu i pasji. Jeśli miałbym doradzać coś ludziom, którzy dużo pracują, a marzą o jakiejś wyprawie - nie trzeba od razu iść na biegun! [...]

Czego się Pan dowiedział o sobie samym dzięki tym wyprawom?

Tego, że każdy człowiek może bardzo wiele dokonać, jeśli tylko chce. [.]

Będzie Pan podróżował do końca życia?

Tak. I nie chodzi mi o przemieszczanie się z punktu A do B, traktuję moje wyprawy jak projekty. Tak jak malarz, który ma farby i płótno i stara się coś namalować, tak i ja staram się zaplanować każdą wyprawę jak jakąś kompozycję. Podróżowanie też jest swego rodzaju sztuką, twórczością człowieka. Mnie nie chodzi o zaliczanie kolejnych miejsc na mapie, nie zależy mi na tym, żeby być bohaterem, nie chcę z nikim konkurować ani nikomu niczego udowadniać. Chcę tworzyć własne kompozycje. Ale nic na siłę. We wszystkim przecież trzeba umieć znaleźć równowagę.

[za:] http://zima.wp.pl/artykul.html?katn